LATO - Niecny plan cyklisty - pełna wersja artykułu ze Startera PDF Drukuj Email
Wpisany przez Michał Dyrda   

Witaj. Mam na imię Michał. Pierwszy rok swoich studiów (AGH, informatyka) ledwo już pamiętam, ale nigdy nie zapomnę pierwszej wycieczki, na przywiezionym do Krakowa góralu, kiedy to, nieco w ciemno, ruszyłem na poszukiwania drogi, prowadzącej na Kopiec Kościuszki. W ciągu kolejnych lat miałem okazję dotrzeć do wielu innych ciekawych miejsc i do wspólnego zwiedzenia kilku z nich chciałbym Cię dziś zaprosić. Spójrzmy więc na Kraków z trochę innej perspektywy… z wysokości rowerowego siodełka. UWAGA! W artykule również zaproszenie na wspólną przejażdżkę!

 


Ta relacja to rozszerzona wersja tekstu, który znalazł się w najnowszym Starterze - wydaniu specjalnym magazynu Pod Prąd, przeznaczonym dla studentów 1. roku. Dodatkowo:

  • Pełna galeria zdjęć wraz z opisami dostępna tutaj. Wybrane zdjęcia znajdują się w artykule i ilustrują miejsca opisane pogrubioną czcionką.
  • Tu zaś zaznaczyłem przejechaną trasę (zapis orientacyjny, przejazd przez Park Jordana, Lasek Wolski i Kazimierz zaznaczony w przybliżony sposób).


Zapraszam na wspólną przejażdżkę! Jeśli chcesz (jeszcze tej jesieni lub na wiosnę) wraz z nami wybrać się na chociaż fragment z prezentowanej trasy – koniecznie napisz do mnie ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ). Kilka rowerów + ładna pogoda = mile spędzony czas :)

 

 

Zaczynamy!

A0Jako punkt startu wybieramy budynek główny AGH oznaczony A0. Jako iż przed wejściem nie ma zbyt dużo miejsca, możemy umówić się w miniparku po jego prawej (patrząc od frontu) stronie, np. przed drzwiami tak dobrze mi znanego ze studiów budynku C1.

Ruszamy. Objeżdżamy A0 i wjeżdżamy na ścieżkę rowerową na ulicy Reymonta, znajdującej się po lewej stronie budynku. Ścieżka prowadzi aż na Miasteczko Studenckie AGH, jednak niefortunne nachylenie drogi i występujące na niej dziury sprawiają, iż jazda nią w deszczowe dni stanowi dużą, nie zawsze bezpieczną przygodę zaś zaspy śniegu odgarnianego zimą z jezdni czynią ją często zupełnie nieprzejezdną. Ale tak czy tak polubimy ją gdy spróbujemy pokonywać tę trasę (uczelnia/miasteczko) zatłoczoną równoległą ulicą Nawojki/Czarnowiejską.

Park JordanaPunkt pierwszy – Park Jordana [0,5 km], malownicze miejsce pełne historii (m.in. czterdzieści sześć popiersi sławnych Polaków) i sportu (place zabaw dla małych dzieci i boiska sportowe dla tych większych). Dobre miejsce na spędzanie wolnego czasu między zajęciami na AGH czy choćby na letnie pikniki. Warto i na rowerze spędzić tutaj nieco czasu. Kilka zdjęć ze znajdującego się w jego zachodniej części (od strony stadionu Wisły) pagórka… i wyjeżdżamy południową bramą znajdującą się na wprost centralnego skweru [na moim liczniku 1,9 km]. Uwaga na tramwaje jadące do/z pętli na Cichym Kąciku i samochody nadjeżdżające z lewej strony Aleją 3 Maja. 

Skała PapieskaPrzejeżdżamy aleję i przed nami… płasko i zielono. Ale to nie jest zwykła łąka. To słynne krakowskie Błonia! O każdej porze roku pełne sportowców i studentów. Skręcamy w prawo. Do naszej dyspozycji bardzo dobra, płaska ścieżka rowerowa. W lato wymaga jednak uwagi i refleksu – dużo na niej rowerzystów, rolkarzy i… pieszych, zwłaszcza tych najmłodszych. Mijamy Skałę Papieską, upamiętniającą wizyty Jana Pawła II w Krakowie. Zdaniem wikipedii w tym właśnie miejscu, z racji dobrej widoczności z każdego miejsca Błoń, stawiane były podczas owych wizyt ołtarze [2,5 km]. Naszym oczom jawi się już kolejny punkt – Kopiec Kościuszki. Jedziemy dalej. Po prawej stronie widzimy pętlę tramwajową, zwaną właśnie Cichym Kącikiem [3 km], my zaś skręcamy w lewo, wzdłuż Błoni, ulicą Piastowską, wprost na Kopiec Kościuszki…

Zanim jednak wybierzemy się w tamtą stronę, pora na podjęcie decyzji co do przebiegu dalszej trasy. Polecam, zwłaszcza miłośnikom off-roadu, przejazd wzdłuż rzeki Rudawy do Lasku Wolskiego – raj dla turystów, zarówno dla tych, którzy przyszli tu pieszo (więc jeśli na rowerze nie dasz rady, koniecznie wybierz się pieszo lub autobusem!), jak i dla tych, którzy poruszają się na rowerze. No i wiele atrakcji: kolejny kopiec (Piłsudzkiego, wstęp bezpłatny, niesamowity widok na Kraków, lotnisko w Balicach i sam lasek…), zoo, zabytkowy klasztor o.o. Kamedułów… i ukryte gdzieniegdzie atrakcje dla miłośników rowerowych akrobacji.

Jeśli wolisz pominąć tę część trasy, zjedź do końca ulicy Piastowskiej, skręć w lewo na ul. Królowej Jadwigi po czym w pierwszą drogę w prawo, ul. Hofmana. Czeka Cię ostry podjazd (asfalt i bruk). Napotkana poprzeczna alejka, jeśli skręcisz na nią w prawo, doprowadzi Cię pod Kopiec

 

Mostek nad RudawąKierujemy się w stronę Lasku Wolskiego. Mijamy więc Błonia i dojeżdżamy do mostku nad wspomnianą Rudawą. Skręcamy przed nią w prawo i jedziemy szutrową ścieżką, na której w letnie wieczory aż głośno od głosu świerszczy. Wspaniałe wrażenie. Dojeżdżamy do mostku takiego, jak na zdjęciu [5 km], po jego drugiej stronie wjeżdżamy na ulicę Korbutowej. Dojeżdżamy nią do ulicy Królowej Jadwigi. Skręcamy w prawo i kawałek dalej widzimy już znaki na Kopiec Piłsudzkiego i zoo (ul. 28 Lipca 1943) [5,4 km]. Po prawej stronie pierwszych napotkanych zakrętów znajduje się Park Decjusza z renesansowym pałacykiem, zwanym Willą Decjusza – ongiś właściciela owych terenów, zwanych do dziś Wolą Justowską.

Autobus 134 z bagażnikiem na roweryPrzed nami jeden z bardziej męczących elementów trasy. 3 km podjazdu pod zoo [8,4 km]. W słoneczny, weekendowy dzień po drodze mijać będziemy wielu turystów, nas zaś wyprzedzić może autobus linii 134 z charakterystycznym stojakiem na rowery. Zakładanie i ściąganie rowerów dozwolone jest jednak jedynie na przystankach końcowych. Przy okazji ciekawostka. W związku z ustanowioną niedawno uchwałą Rady Miasta Krakowa MPK umożliwiło przewóz rowerów wewnątrz pojazdu bez dodatkowych opłat – „o ile nie zachodzą szczególne okoliczności uniemożliwiające wniesienie roweru np. znaczna ilość pasażerów w pojeździe nie pozwalająca na swobodne wprowadzenie i ustawienie roweru.” (patrz rozdz. IV, par. 9, pkt 3 regulaminu)

Mapa Lasku Wolskiego (zee strony www.zoo-krakow.pl)Wróćmy jednak do Lasku :) Odkąd pamiętam jeździłem po nim ‘na ślepo’ i gdzie się dało – na przełaj. Tym razem jednak dla ułatwienia opisu sięgnąłem po mapę i… zachwyciłem się tym, jak dobrze oznakowane są tutejsze ścieżki i ile frajdy daje poruszanie się wg owych oznaczeń :)

Spod zoo rolę przewodnika pod klasztor zaproponował napotkany rowerzysta – Tomek. Co prawda wpierw i on (jak pewnie każdy facet) nie chciał się trzymać znaków, szybko jednak wróciliśmy na interesujący mnie czerwony szlak. Jazda po tym terenie, mimo iż do najłatwiejszych nie należy, zawsze sprawia mi wiele frajdy! Dla pełni komfortu przyda się tu jednak góral (ja na swoich niezbyt grubych 28 calowych oponach musiałem uważać… jest to jednak wykonalne).

 

 

 

 

 

Erem o.o. KamedułówPo 2 km [10,6 km] dotarliśmy do Polany Pod Dębiną (Bielańskiej). Tu rozstaliśmy się. Ja odwiedziłem jeszcze klasztor, przepraszam - erem o.o. Kamedułów (Za wikipedią: erem - klasztor zakonników żyjących w odosobnieniu, pustelnia) [11 km]. Kolejny cel – Kopiec Piłsudzkiego. Zgodnie z mapą ruszamy tam niebieskim szlakiem. W pewnym momencie szlak niebieski się kończy [14 km], przecinamy asfalt (nim również można dotrzeć pod kopiec) i wjeżdżamy na ścieżkę czerwoną. Jeszcze 350m i z lasu naszym oczom wyłania się kopiec… Zapinam rower, wyciągam przekąskę – banana (pozdrowienia dla przyjaciela rowerzysty o tymże pseudonimie) i pieszo wspinam się na górę. Widoki podziwiać można na zdjęciach :)

Kopiec PiłsudskiegoPo zejściu ze zdziwieniem stwierdzam, że zabrany ze sobą licznik bezprzewodowy wskazuje dystans… 30 km. Winny temu okazał się leżący w tej samej kieszeni telefon komórkowy. No nic, nie przejmuj się tym drogi czytelniku. Prosta matematyka… i liczymy wg uprzednich wskazań. Kto by tam zresztą się odległością przejmował!

Posłuszny mapie i pamięci kieruję się w dół zielonym szlakiem. Ten w pewnym momencie się gubi (pozostaje jedynie towarzyszący mu czerwony) – ale kawałek dalej znów go znajduję i na rozwidleniu skręcam w prawo. Jedziemy nim 2 km. Po drodze docieramy do asfaltu, którym nieco wcześniej wjeżdżaliśmy pod zoo. Po jego drugiej stronie ciąg dalszy szlaku znajduje się nieco z prawej strony. Trochę w dół, trochę w górę. Gdzieniegdzie droga przypomina taki mały jar, wąwóz… wąsko, pięknie, nieco niebezpiecznie… Jak się okazuje zjeżdżamy czymś, co nosi jakże dwuznaczną nazwę „Poniedziałkowy dół”. I do takiej ulicy o takiej też nazwie docieramy na dole. 

Jeśli masz dość – możesz stąd wrócić – jadąc ulicą Starowolską w lewo – na Królowej Jadwigi… i powrotną trasę już znasz.

Widok spod Kopca Kościuszki na BłoniaPora wjechać na aleję Waszyngtona, którą jak obiecałem wrócimy pod Kopiec Kościuszki. Jadę za zielonym szlakiem (w lewo na Starowolską i kawałek dalej w prawo na Cedrową). Okazuje się, że prowadzi inną niż znana mi trasą. Nie będąc pewny, czy czegoś nie pomyliłem, skręcam z zielonego w prawo – wiem, że dowolną ścieżką wjadę tu na aleję. Tak też się stało. Aleją jadę w lewo… i po chwili znów moim oczom ukazuje się zielony szlak. Okazuje się więc, że można mu zaufać :) Asfaltową ścieżką jedziemy aż do parkingu przy poprzecznej ulicy, którą to jadąc w lewo dojeżdżamy pod Kopiec [chyba 18,5 km ale już straciłem rachubę]. Wejście na ten kopiec to już kwestia kilku złotych, ale i ze znajdującego się przy nim tarasu przy restauracji jest wspaniały widok na centrum Krakowa, Błonia czy też Miasteczko Studenckie.

Widok na WisłęRuszamy dalej. Szalony zjazd w stronę Wisły główną drogą asfaltową (Wodociągowa a następnie Jacka Malczewskiego). Dojeżdżamy do świateł przy ulicy Księcia Józefa. Przed nami most Zwierzyniecki, przejedźmy jego prawą stroną. Dobra ścieżka rowerowa i wspaniały widok na Wisłę! Tutaj też spotykam Karolinę – będzie mi towarzyszyła w dalszej trasie. Dojeżdżamy do świateł przy skrzyżowaniu z ul. Praską. Skręćmy w nią w prawo i zaraz w lewo na Zielną / Pietrusińskiego. Po łuku w prawo, mijamy znajdujące się po lewej stronie ciekawe wapienne skałki i pokonujemy (najlepiej bokiem :) ) znajdującą się najprawdopodobniej na naszej trasie barierkę. Wjeżdżamy do Parku Skały Twardowskiego.

 

RozwidlenieNa rozwidleniu odbijamy lekko w lewo (dobrze widać to na zdjęciu). Jeszcze nieco pod górkę i dojeżdżamy do siatki a za nią… zapierający dech w piersiach widok… i cisnące się do głowy myśli: „Takie coś? Prawie w centrum Krakowa? To niemożliwe!”. A jednak :) To zalew Zakrzówek – zalany kamieniołom wapienny, piękny ale i niebezpieczny. Z pewnością wrócisz tu jeszcze nie raz (studencie z UJ – stąd już blisko do Twojego campusu).

ZakrzówekPóki co przyjrzyjmy się temu cudowi z każdej strony :) Dowolną ścieżką objeżdżamy go dookoła aż dojedziemy do głównego parkingu po wschodniej stronie. Jadąc dalej na północ asfaltową ścieżką dojedziemy do parkingu przy ulicy Twardowskiego. Warto w tym miejscu odwrócić się jeszcze i… zagłębić w znajdujące się z tej strony zalewu Skałki Twardowskiego – raj dla miłośników wspinaczek.

Pora ruszyć w stronę centrum. Wracamy ze Skałek na ulicę Twardowskiego (ciekawy osobny pas dla rowerzystów), dojeżdżamy do Kapelanki. Najlepiej przejechać na drugą stronę. Za torami tramwajowymi znajduje się ścieżka rowerowa. Jedziemy nią w lewo, po czym w prawo na Monte Cassino. Dojeżdżamy do Ronda Grunwaldzkiego. Przez most Grunwaldzki i Bulwary Wiślane dostaniemy się pod Wawel (jeśli chcesz odpocząć warto jednak chwilę zostać po tej, mniej zatłoczonej stronie Wisły). Na teren Wawelu rowerom wstęp wzbroniony (skandal!), ale możemy odwiedzić Wawelskiego Smoka – popularne miejsce spotkań rowerzystów wyruszających stąd się w trasę.

Bulwary WiślaneCo dalej? Bulwary są przyjazne rowerzystom. Jeśli chcesz wracać, jedź w stronę Alei (w górę rzeki). Ścieżka rowerowa powinna zaprowadzić Cię na Błonia, a dalszą drogę już znasz. Jeśli zaś starczy ci sił oraz nie straszne Ci poruszanie się po ruchliwych ulicach Krakowa, koniecznie odwiedź dzielnicę żydowską – Kazimierz. Niegdyś zaniedbana, obecnie z racji swojego specyficznego klimatu z roku na rok przyciąga coraz więcej turystów. Przy okazji dowiedziałem się, że nie tutaj (jak zawsze myślałem) lecz po drugiej stronie Wisły, w dzielnicy Podgórze, znajdowało się w czasie II Wojny Światowej żydowskie getto (o tym więcej w artykule z jesieni).

Kościół Bożego CiałaJedziemy więc w dół rzeki. Tutaj praktyka zweryfikowała teoretyczną wersję trasy. Wyjechałem w pobliżu mostu Powstańców Śląskich (przy Galerii Kazimierz), co w efekcie sprawiło, iż większość ścieżek Kazimierza musiałem pokonywać chodnikami pod prąd (w zgodzie zresztą z nazwą magazynu i organizacji studenckiej, które reprezentuję :) ). Polecam jednak wyjechanie przy poprzednim moście (Piłsudskiego), skąd już blisko do Placu Wolnica, jednego z punktów na naszej liście „do obejrzenia”. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę? Na zdjęciach uwieczniliśmy kilka z miejsc, by w pełni zeksplorować teren przydatny może być jednak przewodnik i mapa – nieco teoretycznych informacji o oglądanych miejscach zdecydowanie ubogaca zwiedzanie. Dużo informacji można oczywiście znaleźć online, np. tutaj. [Będąc przy Kościele Bożego Ciała miałem na liczniku 44 km, co biorąc pod uwagę psikus mojego telefonu daje rzeczywistą odległość 28,5 km.]

Polecam też wybrać się kiedyś dalej, aż do końca ścieżki nadwiślanej, bo stamtąd już blisko do pięknego Parku Lotników Polskich i dalej, w stronę ponoć nie zawsze bezpiecznej acz fascynującej Nowej Huty.

Powrotny plan obejmował powrót przez Rynek Główny a stamtąd już ulicą Krupniczą pod AGH (proponowaną trasę można zobaczyć na mapie). Z racji zbliżającej się nocy, spadku temperatury i ograniczenia widoczności (przejażdżka spokojnym tempem zajęła dłużej niż planowałem – ok. 6 godzin) najkrótszą drogą ruszyłem w stronę ciepłego mieszkanka.

 


PS. (Dość oczywiste) porady przed trasą:

  • Sprawdź ciśnienie powietrza w oponach i stan linek hamulcowych; pierwsze ułatwi podjazdy, drugie przyda się podczas zjazdów.
  • Zabierz aparat! Ja osobiście zastanawiam się nad zakupem futerału na kierownicę; zdejmowanie plecaka co kilka minut jest dość uciążliwe.
  • Warto mieć ze sobą podręczny zestaw małego mechanika rowerowego. Złapać gumę naprawdę nie jest trudno.
  • Tak, ja jeżdżę w kasku. Prawie zawsze. I gorąco polecam!
  • A na sam koniec ukute przeze mnie pierwsze przykazanie rowerzysty (zwłaszcza na letnie dni): nie ruszaj w trasę bez picia! Im mniej wody w organizmie – tym szybsze zmęczenie i mniejsza frajda. Warto też od czasu do czasu coś przegryźć. 

 
statystyka